Enter Header Image Headline Here

2 lipca 2019

Rozdział 1 | Część 1


Noc chyliła się ku końcowi. W gęstym lesie z mroku zaczęły wyłaniać się kształty pojedynczych drzew i chaszczy. Szarzyzna wypełniała się barwami od zieleni po czerwień. Nocni mieszkańcy lasu widząc, że już niedługo będą ich atakować pierwsze promienie słoneczne, powoli kończyli swe zajęcia i w pośpiechu chowali się do nor i innych kryjówek. Jeszcze trochę i to dzień właśnie będzie rządzić w tej gęstwinie. Rosa zacznie wysychać na liściach, a ptaki odegrają swe poranne koncerty. Tak tu wyglądał każdy poranek. Dzika puszcza rządzi się swoimi prawami. Od lat nic się nie zmieniało. Jednak tego poranka mieszkańcy lasu zachowywali się inaczej. Dotychczasowa harmonia i porządek zostały zachwiane przez intruza. Osobnika, który zdecydowanie tutaj nie pasował.
Leżał na ściółce leśnej i raz po raz przygryzał z bólu zęby, w momencie gdy duże leśne mrówki niezadowolone z tego że zatarasował im drogę, kąsały go swoimi małymi szczypcami prosto w tyłek. Nie mógł jednak zdradzić swej obecności, dlatego za wszelką cenę walczył z samym sobą aby z jego ust nie uciekł żaden dźwięk. To nie był jedyny problem Nikiego. Bo tak miał na imię około dwunastoletni chłopiec. Nie Leżał on tutaj z powodu zmęczenia, chociaż był strasznie zmęczony. Nie Leżał on również tutaj z powodu głodu, chociaż był bardzo głodny. Zaprowadził go w te knieje niedźwiedź, którego chłopak tropił od jakiegoś czasu. Leżał tutaj gdyż za wszelką cenę chciał udowodnić ojcu, że jest już prawdziwym mężczyzną, a aby tego dokonać musiał wrócić do domu z cenną zdobyczą. Chłopiec był przekonany, że niedźwiedź wystarczy, aby zaspokoić oczekiwania surowego ojca.
Niko nie wyglądał jednak jak myśliwy, czy też łowca. Niektórzy by powiedzieli, że chłopak w ogóle nie wyglądał, a co najwyżej że przypominał powyginany i poskręcany krzak. Był bardzo chudym chłopcem, któremu duże i wesołe oczy zasłaniała bujna czupryna blond włosów. Ze środka podłużnej twarzy, niczym dzida wystawał duży zaokrąglony nos, a jego brzuch był na tyle wklęsły, że za każdym razem gdy uderzył się w plecy, to łapał się właśnie za brzuch. Jego nogi, długie i chude nie wyglądały też za okazale i z pewnością nie były powodem do dumy. Patrząc na nie z przodu, układały się w piękną literę X, a zerkając z boku, sprawiały wrażenie jakby ciągle były w trakcie przysiadu. Ubrany był jak typowy wieśniak. Niegdyś biała, a teraz umazana w błocie koszula przewiązana była na wysokości pasa sznurem, którego zadaniem było również utrzymanie dziurawych i poszarpanych spodni na odpowiedniej wysokości. Niko był świadomy, że gdyby te spodnie mu kiedyś spadły w miejscu publicznym, to dla wielu świat nigdy nie był by już ten sam. Ten jakże opłakany wygląd chłopca, nie zmieniał faktu, że ów dotarł aż do puszczy za swą zwierzyną. Co kosztowało go nie mało wysiłku i wyrzeczeń.
Leżał w chaszczach i przy powoli budzącym się dniu nasłuchiwał swej ofiary. Nie do końca był pewien, ale miał nadzieje, że już od paru dni podążał za śladami niedźwiedzia. Niko wiedział, że tym razem nie może zawieść swojego ojca, Zygfryda Okrągłego, który był panem władającym małą średniowieczną wioską zwaną Pchlim Tyłkiem, tuż u podnóży królewskiego zamku. Kończąc dwanaście lat musiał udowodnić zgodnie z tradycją, że stał się już mężczyzną. Musiał również udowodnić, że wszystkie jego poprzednie wpadki, to tylko kwestia przypadku, pecha i złośliwości rzeczy martwych.
  • Auć! - pisnął wściekle, zapominając się, w momencie gdy kolejna sadystyczna mrówka dała o sobie znać.
  • Niko, musisz dać z siebie wszystko. - mruknął do siebie, starając się jednocześnie dostrzec przy słabym świetle swój cel.
Nieopodal, tuż przy dużym dębie bestia wierzgała się i co dziwne.... ryła w ziemi jakby szukając jakiegoś skarbu. Chłopak przez moment zwątpił czy aby na pewno obserwuje niedźwiedzia, ale po chwili sam siebie przekonał, że przecież nie mógł się mylić przez tyle dni. Co prawda, przez cały ten czas nie dostrzegł go ani razu osobiście, ale ślady, za którymi podążał, wskazywały właśnie na niedźwiedzia. Widząc, że zwierze jest zajęte swoimi sprawami, postanowił wykorzystać ten moment i zaatakować.
Podkurczył nogi, napinając mięśnie i z wielkim okrzykiem wyskoczył z krzaków. To jest ten moment drogi czytelniku, w którym muszę cię ostrzec – jeśli się jeszcze tego nie domyśliłeś – że Niko jest skończoną fajtłapą. W całym królestwie nie znajdziesz większej niezdary. Co więcej, gdyby kiedyś organizowane były zawody na prymusa w potykaniu się o własne nogi to chłopak sam zajął by wszystkie trzy pierwsze miejsca jednocześnie. Wystarczy wspomnieć konkurs w strzelaniu z łuku po ostatnich dożynkach, w którym jako jedyny zamiast trafiać do tarczy, uwziął się na sędziego zawodów i... Ech, szkoda mówić, biedak już nigdy nie będzie mógł usiąść. Albo przejazd królewskiego orszaku, w którym to wierni poddani, obsypywali swego króla Radomira Zachłannego darami, wyrazami sympatii i poddaństwa. Prosty lud dawał co miał, plony, owoce, zwierzęta. Nikt jednak nie spodziewał się tego co miało nastąpić chwilę później. Niezdara Niko również postanowił obdarować króla najprawdziwszym miodem. Prawdziwy był do tego stopnia, że gdy wielka wielmożność otwarł worek aby sprawdzić dziwnie bzyczący prezent, ów pod postacią wściekłych pszczół wbił się prosto w zdziwioną twarz króla, aby po chwili zaatakować całe dostojne towarzystwo. Każdy ratował się na swój sposób, ale większość wybrała skok na główkę do pobliskiego jeziora. Podobno jeszcze na zamku z królewskich butów wyskakiwały oburzone żaby, a sam król mógł zmienić imię z Radomira Zachłannego na Opuchniętego. Od tego czasu w Pchlim Tyłku nikt nigdy nie widział już królewskiego orszaku. Podobno, król nakazał usunąć tą mieścinę ze wszystkich map w królestwie Nibyrungi. A jakby tego było mało, wysłał w ramach pozdrowień i podziękowań, swoje wojsko, aby bardzo dokładnie i doszczętnie puściło wioskę z dymem. I trzeba przyznać, że prawie im się udało.
Niestety nie inaczej było dzisiaj. Niko jak zawsze pomylił się i nie oszacował dobrze odległości dzielącej go od niedźwiedzia. Zamiast na nim, wylądował prosto w olbrzymiej kałuży tuż przed samą bestią. Jakież było jego zdziwienie, gdy zamiast wrednego „wraaahhhhh” usłyszał znajome „wiii, wiii”. Ale nie miał czasu do stracenia, na jakąś głębszą analizę. Podniósł się natychmiast i mimo iż niewiele widział, bo błoto zakleiło mu oczy - z okrzykiem na ustach – Poddaj się potworze! – wskoczył na swoją ofiarę, tuż zanim ta zdążyła uciec.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Popular Posts

Recent Posts

Unordered List

Text Widget

Curabitur enim. Aliquam eget velit. Nullam justo. Curabitur et wisi. Donec vel purus. Phasellus hendrerit laoreet. Nam consectetuer adipiscing elit dapibus et, faucibus orci et magnis dis parturient montes, nascetur ridiculus mus. Vivamus metus eu mi. Cras justo consequat ac, felis. Fusce aliquam euismod rutrum, urna ut mattis vel, purus. Aliquam faucibus scelerisque. Proin sodales. Vivamus lacus. Sed nibh ultricies nulla, auctor ligula. Sed diam id rutrum magna ac turpis egestas.Curabitur enim. Aliquam eget velit. Nullam justo. Curabitur et wisi. Donec vel purus. Phasellus hendrerit laoreet. Nam consectetuer adipiscing elit dapibus et, faucibus orci et magnis dis parturient montes, nascetur ridiculus mus. Vivamus metus eu mi. Cras justo consequat ac, felis. Fusce aliquam euismod rutrum.

Blog Archive

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Obserwuj!

Wyświetlenia

Szukaj

Instagram

My Instagram

Flickr Images

Popular Posts