Rozdział 1 | Część 3
Niko był z
siebie zadowolony. Jako mało rozwinięty i nierozgarnięty chłopiec
wyobrażał sobie z jaką dumą i radością przywita go jego tatko.
- Jestem mężczyzną – zawołał radośnie. Dopiero kolejne „wiii” i następujące po nim basowe „chrum, chrum” uświadomiło mu, że wcale nie złapał groźnego niedźwiedzia, a jedynie uczy się jeździć galopem na dużej, aczkolwiek najzwyklejszej na świecie świni.
- Czyli jednak jestem ofermą! – pomyślał sobie. Miał być niedźwiedź, a jest świnia. Kolejne smagnięcia sprężystych gałęzi raz za razem testowały wytrzymałość jego policzków.
- Auć! – wyrwało mu się samoistnie z gardła.
Ponieważ
wieprzowina nabierała coraz większej prędkości, Niko przylgnął
z całej siły do opasłego cielska świni jednocześnie chwytając
jej długie uszy niczym lejce, jakże klasyczne wyposażenie u
bardziej – nazwijmy to – standardowych wierzchowców. Chłopak
spanikował, trochę i próbował się teraz szybko odnaleźć w tej
nowej roli. W swej niezbyt wypełnionej wiedzą głowie poszukiwał
informacji na temat świń. Niestety hasła typu „Instrukcja
obsługi świni”, „Dostojny galop świńskich rumaków” albo
„Rad wiele o szyku bojowym świń” pozostawały bez odpowiedzi.
Rozpaczliwie, chcąc wyhamować tucznika spróbował z klasycznym
„Prrrrr”, a ostatecznie nawet z „Wioooo”. Nic nie pomogło.
Przejechali tak jeszcze kilkadziesiąt metrów, aż do pięknej
polany wyłaniającej się z gęstego lasu. Chłopak w desperacji,
już chciał osunąć się na miękką trawę, ale niestety zbyt
późno podjął tę decyzję. Uprzedziła go świnia, która zaryła
swoimi racicami w ziemię tuż przed olbrzymim dębem, wyrzucając go
jednocześnie, niczym worek ziemniaków, wysoko w powietrze.
0 komentarze:
Prześlij komentarz