Rozdział 1 | Część 2
Zszokowana
świnia biegła przez las jak oszalała zaliczając jednocześnie
wszystkie konkurencje olimpijskie. Sprint, bieg przez płotki i bieg
na tysiąc pięćset metrów z przeszkodami. Zygzakiem pędziła
między drzewami i krzewami, przeskakując co większe kamienie i
próbując jednocześnie zrzucić ze swojego grzbietu pasażera na
gapę. Przekonana, że właśnie nadszedł jej kres i czarna puma –
bo przecież każda świnia wie, że na jej życie czyhają czarne
pumy – zaciśnie zaraz kły na jej pulchniutkim boczku. Swoim małym
niezbyt rozwiniętym rozumkiem nie mogła pojąć dlaczego to zawsze
ona przyciąga do siebie kłopoty.
- Dlaczego
ja?, Dlaczego to mnie przytrafiają się takie przykre sytuacje? -
pomyślała zrozpaczona. Las przed nią robił się coraz gęstszy i
to właśnie w tym zwietrzyła swoje szanse na pozbycie się
dodatkowego balastu. Wbiegła prosto w gąszcz krzewów licząc na
to, że nisko usytuowane chaszcze strącą delikwenta, który
przylgnął teraz do niej i raz po raz pojękiwał, chłostany przez
gałęzie. Po przebiegnięciu kilkuset metrów świnia była już
pewna dwóch rzeczy. Po pierwsze, na jej grzbiecie nie siedzi puma.
Pumy nie mają zwyczaju pokrzykiwać „Tak, udało się! Jestem
mężczyzną!” oraz „Stój brunatny niedźwiedziu!” Pumy nie
mają zwyczaju mylić świń, bądź co bądź dużych świń z
niedźwiedziami. Po drugie, ta cała sytuacja miała miejsce przez
jej słabość do trufli. O tak! Trufle – cudowne grzyby, które
mogłaby jeść godzinami. Na samą myśl o tych delicjach, z kącika
jej ryjka zaczęła ściekać ślinka. Niestety aby je zasmakować
trzeba kopać w ziemi, gdyż to właśnie pod ziemią, w okolicy
korzeni dębów trufle rosną najczęściej. Zamyślona, w ostatniej
chwili zorientowała się, że właśnie wybiegła z lasu na dosyć
dużą polanę. Mimo stresującej sytuacji w jakiej się znalazła,
jej sprytne oko nie omieszkało zauważyć, że polana porośnięta
była samymi dębami. Było oczywistym, że przez jej mały móżdżek
niczym grom z jasnego nieba przebiegła tylko jedna myśl – trufle!
Dużo trufli!
0 komentarze:
Prześlij komentarz