Rozdział 1 | Część 4
*****
Chodzili tą
trasą codziennie, ale Kiełbasa nie mógł się nadziwić jak piękna
może być natura o tej porze roku. Nie to co Filozof, w
przeciwieństwie do Kiełbasy takie widoki nie robiły na nim żadnego
wrażenia. Kiełbasa i Filozof byli strażnikami w służbie Króla
Radomira Opuchniętego..., Zachłannego, którzy na co dzień
patrolowali królewskie lasy w poszukiwaniu kłusowników lub innej
maści elementu. W królewskim lesie, wszystko co się w nim
znajduje, zaczynając od drzew, a kończąc na zwierzętach należało
pod groźbą surowej kary tylko do jaśnie panującego nam króla.
Kiełbasa i Filozof mieli swoje ulubione trasy, którymi podążali
codziennie. Przy pięknej pogodzie jak dziś, można rzec, że była
to znośna robota. Gorzej gdy zaczynały się pory deszczowe.
Przemoczeni wtedy do suchej nitki suszyli się całą noc przy
ognisku. Ale nie dziś.
Kiełbasa
swoim wyglądem doskonale wpisywał się w brzmienie swojego
przezwiska. Gruby, niski, zawsze spocony. Sprawiał wrażenie, że
zbroja jaką na sobie nosi jest o wiele za ciężka jak na jego
możliwości. Na swoich małych niezgrabnych nóżkach wyglądał na
ciągle biegnącego i niemogącego nadążyć za Filozofem. Szedł
zawsze kilka kroków za nim objadając się.....kiełbasą i innymi
mięsnymi smakołykami. Miał zawsze pod ręką prowiant i nie da
się ukryć, że jedzenie – nie – objadanie się – nie –
obżarstwo było jego prawdziwą życiową pasją. Skierowany został
do patrolowania lasów królewskich, gdyż ze swoją specyficzną
fizycznością, nie nadawał się po prostu do żadnej walki.
Wyciągnięcie miecza zza pazuchy przyprawiało go o zawał serca. A
jedynie co mu dobrze wychodziło podczas bitwy to odwrót, na z góry
upatrzone bezpieczne pozycje. W głębi serca był po prostu zwykłym
tchórzem i była to jego smutna tajemnica. Dziś jednak szedł dosyć
podekscytowany. Jutro w sali królewskiej Radomira mają być rozdane
nowe przydziały do straży zamkowej. Zarówno Kiełbasa jak i
Filozof mają nadzieję na maleńki awans. W końcu pół roku
nienagannej służby w lesie, prawie dwa tuziny złapanych
kłusowników, daje im nie małą przewagę w walce o ciepłe
posadki.
- Już nie mogę się doczekać jutrzejszego dnia – rzekł Kiełbasa, wgryzając się w nóżkę od kurczaka i zagadując jednocześnie Filozofa.
- Jeszcze tylko dzisiejsza, nienaganna służba i witaj piękny zamku – dodał, chcąc zmobilizować towarzysza do rozmowy
- No – odparł Filozof.
- Wyobrażasz sobie te przytulne komnaty?
- Ehe .
- A ten ciągły dostęp do kuchni? - nie krył podekscytowania grubas.
- No.
- I w końcu, nie będziemy musieć tyle łazić po tym lesie. Same plusy. Chyba nie zasnę dziś w nocy.
Filozof
chwilkę się zawahał jakby chciał powiedzieć coś innego, jakby
szukał odpowiedniego słowa, ale ostatecznie jak zawsze odparł:
- Ehe.
Poirytowany
Kiełbasa tym, że się rozmowa nie za bardzo się klei odparował.
- No, no i ehe! Filozof wielki się znalazł! Czy ty potrafisz coś więcej powiedzieć? Porozmawiać z człowiekiem?
- No – odpowiedział jak gdyby nigdy nic Filozof.
I to był
największy problem, towarzysza Kiełbasy. Filozof był całkowitym
przygłupem. Nie potrafił w jednym ciągu wypowiedzieć więcej niż
dwóch – góra trzech słów. Przekraczało to jego możliwości
intelektualne. Wysoki, chudy jak szczapa, o twarzy nie skalanej
myślą i z tępym spojrzeniem dzień w dzień maszerował przed
Kiełbasą nadając specyficzny wydźwięk ich rozmowom. Można by
rzec z przekorą, że na wszystko miał gotową odpowiedź. Całe
piękno i brutalność otaczającego go świata – olbrzymie
wodospady, wybuchające wulkany, wielkie bitwy czy palone domy
kwitował jakże prostym i wymownym „no”. Filozof się nie
wzruszał, nic go nie dziwiło i nie zaskakiwało. Ubrany w kolczugę
i hełm, który zakrywał mu górną połowę twarzy, wyglądał
całkiem poważnie. Tak, zdecydowanie zakrycie Filozofowi twarzy
wpływało pozytywnie na jego wygląd. Jego plusem był brak
jakichkolwiek przemyśleń, a co się z tym wiązało – odwaga
głupca. Nieświadomy zagrożeń, w ciężkich sytuacjach zawsze
parł do przodu i nigdy się nie poddawał. Kiełbasa był
przekonany, że jego towarzysz w dzieciństwie musiał spaść z
jakiejś wysokiej skarpy, albo może został potrącony przez powóz,
no bo przecież coś – jakieś tragiczne wydarzenie – musiało
być powodem tak nadmiernej wylewności Filozofa. I pomyśleć, że
natura może wydać na świat tak mało skomplikowane stworzenie i
jeszcze dumnie nazwać je człowiekiem. Oto człowiek.

0 komentarze:
Prześlij komentarz